
Druga dwójka buszowała w wysokich trawach wprost przed amboną. Wiedziałem o nich, ale uparte bestie nie miały najmniejszego zamiaru wyjść na otwartą przestrzeń. Musiałem czekać. W końcu dały za wygraną - wyłoniły się z zarośli i podeszły trochę bliżej. W pewnym momencie były nawet kilka metrów od ambony, ale (jak pech to pech!) zmarnowałem doskonałą okazję na zdjęcie. Cóż... muszę jeszcze popracować nad OPANOWANIEM!

Na ostatnią parę saren natknąłem się już po zejściu z ambony. Wracałem do samochodu, gdy z lasu za moimi plecami wypadły nagle na łąkę dwie zawodniczki. Nim zdążyłem zawrócić i podejść trochę bliżej, jedna z nich odeszła. Na szczęście druga była tak miła, że postanowiła przyjrzeć mi się trochę uważniej. Wtedy zrobiłem zdjęcie. Najlepsze tego dnia.
0 komentarze:
Prześlij komentarz