
Przysiadały na łodygach traw, skakały po namiocie. Nagle jedna z nich sfrunęła na obiektyw i zaczęła zaglądać do środka czatowni. Spotkanie twarzą w twarz! Przyglądaliśmy się tak sobie przez dłuższą chwilę, ale że nie bardzo było o czym gadać, pokląskwa odleciała. Trudno, co zrobić? Postanowiłem jednak zapomnieć na chwilę o wrednym koźle i zająć się ptactwem. Miałem dobre światło. Okazja nadarzyła się, gdy jeden z tych filigranowych ptaków przysiadł na chwilę na łodydze, kilka metrów przed czatownią. BUM! Oto i zdjęcie. A kozioł? Nie przyszedł! Pozostało mi tylko pozbierać zabawki i wrócić do domu. I jeszcze jedno: po wszystkim musiałem jeszcze oczyścić namiot z cuchnących pamiątek po ptasich odwiedzinach. Że też tak mały ptaszek potrafi zrobić tak wielką...
0 komentarze:
Prześlij komentarz