
Naprzeciwko karmnika stoi altana, którą okryłem siatką maskującą. W altanie mogę się ukryć razem z całym sprzętem i spokojnie czekać na ptaki. Nad głową mam dach, a pod tyłkiem ławeczkę. Sielanka:)

Z perspektywy fotografującego (czyli z mojej) wygląda to mniej więcej tak:

W zeszłym roku do karmnika przylatywała głównie drobnica: sikorki, wróble, rudziki. Było też trochę sójek, czasem pojawiał się dzwoniec. Mam nadzieję, że w nowym sezonie zjawią się też przedstawiciele innych gatunków. Po cichu liczę na gile. Ptaki te swego czasu (zanim wpadłem na pomysł, aby fotografować przyrodę) przylatywały w moje strony dość regularnie. Od kiedy wziąłem do ręki aparat, nie pojawiły się ani razu. Wyczuły mnie?
Karmnik pomaga przetrwać zimę i ptakom i mnie. Przyznam szczerze, że wolę uganiać się za zwierzętami, które natura wyposażyła w futro, kopyta i rogi lub też we włochate ryje. Krótkie, zimowe dni i mróz utrudniają jednak wyprawy do lasu. Cóż... pióra i dzioby też są fotogeniczne.
PS: Wziąłem sobie do serca wskazówki wszystkich, którzy zwracali uwagę na to, że na niektórych zdjęciach rażą brzydko przycięte gałęzie. W tym roku korzystałem z sekatora dużo oszczędniej.
0 komentarze:
Prześlij komentarz