
Na miejscu byłem niemal równo ze wschodem słońca. Nad łąkami delikatna, jesienna mgła. Cisza i absolutny bezruch. Dotarłem do ambony i po chwili byłem już na górze. Czekam! Mijają minuty, później godziny, nowy dzień wstał już na dobre. Nic się nie dzieje. Ziemia przed amboną zryta niemiłosiernie, ale dzik pokazać się nie chce. Nagle, kątem oka, zauważam jakiś ruch. Łąką biegnie lis! Szybki zwrot i celuję w niego obiektywem. Seria zdjęć, trzask migawki - lis zamarł i patrzy na mnie zaciekawiony. Kolejna seria zdjęć - udało się! Lis nie ma już jednak ochoty dłużej mi się przyglądać i odchodzi w swoją stronę. I znowu ON - myślę sobie. Powtórka z rozrywki, to już było. Lis(y) musi mieć norę gdzieś nieopodal mojej ambony. Biega sobie po łące i co jakiś czas trafia na jednego szaleńca z aparatem. Nuda! A dziki i jelenie? Postanowiłem sobie, że będę jeździł do Niepołomic dopóty, dopóki nie dopadnę w końcu czegoś z ryjem lub z rogami!



