Z tej uroczej autorefleksji wyrwał mnie nagle jakiś szelest. Zerwałem się z ławki i wystawiłem głowę na zewnątrz. W zaroślach, na lewo od ambony buszował lis. Co chwilę traciłem go z oczu, lecz w pewnym momencie zwierz wypadł z powrotem na ścieżkę. Po woli, skradając się nisko na łapach, ruszył w moją stronę. Jeszcze moment i był tuż pod amboną. Do dzieła!

Lis usłyszał trzask migawki, ale (o dziwo!) wcale go to nie spłoszyło. Wyprostował się, rozejrzał dookoła i powędrował dalej. Po kilku krokach spokojnie zasiadł na ziemi, odwrócony grzbietem w moją stronę. Przez chwilę siedział tak jeszcze nieruchomo, po czym znowu zniknął w zaroślach. I tyle go widziałem.
W sumie to powinienem być zadowolony (i jestem, bo to chyba najlepsze zdjęcie lisa, jakie udało mi się zrobić), ale... czy oprócz lisów w tej cholernej Puszczy nie ma innych zwierząt?
0 komentarze:
Prześlij komentarz