Przykład? Proszę bardzo! Ostatnio w teren wybrałem się na początku maja. Było parne, duszne popołudnie, las zamarł w totalnym bezruchu. W powietrzu unosił się zapach kwitnących drzew, a ciszę przerywał tylko śpiew ptaków. Nadciągała wiosenna burza! Dzień zbliżał się już ku końcowi, gdy dotarłem wreszcie na jedną z ambon. Nie czekałem na niej więcej niż kilka minut, kiedy pod lasem pojawiły się pierwsze sarny. Zwierzęta najpierw skubały świeże pędy drzew, a później spokojnie wyszły na łąkę i wzięły się za młodą trawę.

Co chwilę łapały wiatr, ale w nieruchomym powietrzu nie mogły mnie zwietrzyć. W pewnym momencie jedna z nich odłączyła się od stada i ruszyła prosto pod ambonę. Odczekałem chwilę i zacząłem fotografować dopiero wtedy, gdy znalazła się kilka metrów ode mnie. Sarna zadarła łeb, spojrzała w moją stronę i... nic. Pasła się dalej. Na jej grzbiecie widać było jeszcze resztki zimowego futra, a na głowie... dwa niewielkie guzy. Okazało się, że "sarna" jest młodym kozłem!
Zwierzę pokręciło się jeszcze trochę pod amboną i zniknęło w zaroślach. Chwilę później w jego ślady ruszyła reszta stada, a las zaczął pogrążać się w ciemnościach. Trafiłem idealny moment! Już dawno nie miałem okazji fotografować z tak bliska i przy przy tak dobrym świetle. I jeszcze ta majowa zieleń...
0 komentarze:
Prześlij komentarz