
Gdyby dziki zechciały choć na chwilę stanąć względnie nieruchomo, to może przywiózłbym z tych łowów nieco lepsze fotografie, ale gdzie tam. Bestie szalały jak opętane, po czym – jak na komendę – zerwały się i uciekły w zarośla. Straciłem je z pola widzenia, ale wciąż wyraźnie słyszałem, że są blisko. W ciemnościach nie mogłem ich dokładnie namierzyć i bałem się, czy schodząc po omacku z ambony nie stanę któremuś przypadkiem na głowie. To by było dopiero bliskie spotkanie! Na szczęście po chwili zapadła cisza i mogłem spokojnie wrócić do samochodu.
PS: Pierwszy raz od kiedy uganiam się z aparatem po Puszczy Niepołomickiej udało mi się w miarę precyzyjnie ustalić gdzie i kiedy zaczaić się na dużego zwierza. Do pełni szczęścia brakuje mi już tylko dobrego światła. Po cichu liczę na to, że uda mi się w końcu zrobić przyzwoite zdjęcia dzików i jeleni w czerwcu, kiedy dzień będzie najdłuższy.
