W praktyce - podobnie, jak to było z modraszką - tak zawzięcie oczekiwałem zawsze na "lepsze ptaki i lepsze ujęcia", że nigdy nie zrobiłem kosowi nawet najzwyklejszego zdjęcia. Aż do teraz! W końcu jednak zreflektowałem się i gdy tylko za oknem ujrzałem kosy, chwyciłem aparat i wziąłem się do roboty. Poszło łatwiej niż myślałem.

Zbliżając się do mojej kryjówki, już z daleka widziałem, że jeden kos przysiadł na gałęzi tuż obok karmnika. Byłem przekonany, że ptak odleci, gdy tylko się do niego zbliżę, ale gdzie tam... Kos w ogóle nie przejął się moją obecnością i z zaciekawieniem przyglądał się, jak rozkładam sprzęt. Gdy byłem już gotów, pozostało mi tylko wykadrować, ustawić światło i zrobić zdjęcie. Kos siedział niewzruszony jeszcze przez dłuższą chwilę, kręcąc głową i rozglądając się na boki. Kiedy w końcu odleciał, znów mogłem - całkowicie bezskutecznie - czekać sobie na "lepsze zdjęcia".
Podziwiam za cierpliwość i za wytrwałość. Zdjęcia są piękne. Tyle urody świata wokół nas, ale większość tego po prostu nie widzi.
OdpowiedzUsuń na zawszePozdrawiam